Serce kibica bije jak u psa podczas burzy - i dlatego oboje potrzebujemy wtedy tej samej rzeczy
Badania nad kibicami finałów piłkarskich pokazują, jak stres rozpędza tętno. Patrzę na swojego psa w noc sylwestrową i widzę dokładnie to samo.
Czytam o badaniach, które prześledziły stan setek osób podczas finałowych meczów piłki nożnej. Poziom stresu i bicie serca osiągały liczby, które potrafią przestraszyć. I od razu pomyślałem nie o Kane’ie czy Bellinghamie, tylko o swoim psie.
Bo kibic przed finałem i pies w noc sylwestrową przeżywają dokładnie ten sam mechanizm. Serce wali, oddech przyspiesza, ciało jest gotowe do walki lub ucieczki, choć realnie nie grozi mu nic.
Różnica jest jedna
Kibic wie, że to tylko mecz. Może wstać, napić się wody, powiedzieć sobie, że przecież piłka to piłka. Pies tej racjonalizacji nie ma. Nie wie, że huk za oknem minie. Dla niego świat po prostu wybucha.
Dlatego drażni mnie, gdy ktoś mówi, że pies boi się petard „na niby”. Jego układ nerwowy reaguje tak samo realnie jak nasz przy karnym w doliczonym czasie.
Nie zostawiam więc psa samego z tym stresem. Zaciemniam pokój, włączam szum, siadam obok – spokojnie, bez nadmiernego pocieszania. A jeśli lęk jest silny i powtarzalny, rozmawiam o tym z weterynarzem, bo są na to sprawdzone metody.
Kibic po finale odetchnie. Pies odetchnie tylko wtedy, gdy ktoś obok wie, że jego serce naprawdę wtedy pęka.


