Rzucanie jedzeniem do goryla w warszawskim ZOO to nie dokarmianie, tylko powolne zabijanie - i dotyczy też twojego psa
Wybieg goryla Aziziego zamknięto, bo ludzie rzucali w niego jedzeniem. Mam wrażenie, że ten sam odruch codziennie szkodzi zwierzętom, które trzymamy w domu.
Warszawskie ZOO 14 lipca musiało zamknąć wybieg goryla Aziziego. Powód? Odwiedzający zaczęli rzucać w niego jedzeniem, zapewne w dobrej wierze, żeby go „dokarmić”.
I to mnie w tej historii najbardziej uderza. Bo krzywda nie wzięła się ze złości, tylko z odruchu, który uważamy za miły.
Ten sam błąd popełniamy w domu
Rzucanie zwierzęciu jedzenia to nie miłość. To ignorancja podana z uśmiechem. Goryl ma ściśle ułożoną dietę, a przypadkowa bułka czy słodycz mogą mu poważnie zaszkodzić.
Dokładnie ten sam mechanizm widzę u właścicieli psów. Patrzą w te oczy przy stole i podsuwają kawałek wędliny, kostkę czekolady, resztkę winogron. A przecież czekolada, cebula czy winogrona potrafią być dla psa toksyczne.
Karmimy z czułości, a szkodzimy z niewiedzy. To najgorszy rodzaj krzywdy, bo jesteśmy przekonani, że robimy coś dobrego.
Jeśli nie masz pewności, co twój pies może jeść, a czego absolutnie nie, zapytaj weterynarza zamiast zgadywać. To pytanie za kilka minut, które oszczędza dramatu.
Azizi za kratami nie mógł odmówić. Twój pies w domu też nie powie „nie, dziękuję”. Tę odpowiedzialność bierzemy my.


