Ratując pszczoły, ratujemy też psa - bo mój pupil je z tej samej łąki, co owady
Eksperci przedstawili plan ochrony zapylaczy w Europie. Ja patrzę na to z psiej perspektywy – bo pies, który biega po łące, korzysta z tej samej przyrody, którą właśnie próbujemy uratować.
Eksperci ostrzegają, że przyszłość Europy zależy od zapylaczy, i przedstawili plan ich ochrony. Brzmi jak sprawa dla rolników i ekologów, a nie dla mnie z psem na smyczy. Uważam jednak, że to błąd.
Mój pies żyje w tym samym krajobrazie, co pszczoła
Kiedy wypuszczam psa na łące, widzę tylko radosne zwierzę biegające w trawie. Ale ta łąka to nie dekoracja – to sieć powiązań, w której owady zapylające podtrzymują rośliny, a rośliny podtrzymują wszystko inne. Kwitnąca miedza, dziko rosnące zioła, żywopłot pełen owadów – to samo środowisko, w którym mój pies węszy, tarza się i odpoczywa.
Gdy z krajobrazu znikają zapylacze, znika też różnorodność roślin. Zostaje przystrzyżony trawnik, chemicznie utrzymany i jałowy. Przekonałem się, że pies na takiej pustyni jest po prostu znudzony – nie ma czego wąchać, nie ma śladów, nie ma życia.
Plan ochrony zapylaczy w praktyce oznacza więcej dzikich zakątków, mniej oprysków, więcej łąk kwietnych zamiast wygolonych skwerów. A to jest dokładnie ten świat, w którym psu żyje się najlepiej.
Opryski nie wybierają, kogo trują
Środki, które zabijają owady, nie zatrzymują się grzecznie na granicy pola. Pies, który liże łapy po spacerze albo skubie trawę na poboczu, ma z nimi kontakt równie realny jak pszczoła siadająca na kwiatku. Dlatego decyzje o tym, czym pryskamy nasze zielone przestrzenie, dotyczą też zdrowia naszych zwierząt.
Nie jestem toksykologiem i nie będę udawał, że znam każdą liczbę. Wiem za to jedno: jeśli mój pies zjadł coś podejrzanego z traktowanej łąki albo źle się czuje po spacerze, dzwonię do weterynarza, a nie szukam odpowiedzi w internecie. To żelazna zasada, od której nie odstępuję.
Dziwi mnie, jak łatwo dzielimy przyrodę na sprawy ważne dla ludzi i drobiazgi dla owadów. Tymczasem pies jest najlepszym dowodem, że to jedna całość. On nie odróżnia łąki chronionej od zdegradowanej – po prostu żyje tam, gdzie my ją zostawiliśmy.
Dlatego następnym razem, gdy przeczytam o ratowaniu pszczół, nie machnę ręką. Pomyślę o psim nosie zanurzonym w kwitnącej trawie. I o tym, że ratując owady, ratujemy też radość mojego psa ze zwykłego spaceru.


