Skip to content
Ciekawostki

Puszczam psu smycz i idę z nim do lasu - i to działa na mnie lepiej niż każda aplikacja do relaksu

Naukowcy pokazali badanym filmy z wypadków, a potem las – i coś się wyciszyło. Mnie ten sam efekt daje pies, który ciągnie mnie między drzewa, gdy ja gapię się w telefon.

3 min read
Puszczam psu smycz i idę z nim do lasu - i to działa na mnie lepiej niż każda aplikacja do relaksu

Trafiłem na badanie, w którym uczestnikom najpierw puszczano stresujące nagrania, a potem pokazywano las – i to widok zieleni pomagał im się uspokoić. Pomyślałem sobie tylko jedno: przecież ja mam w domu żywe urządzenie, które codziennie zaciąga mnie dokładnie tam, gdzie badacze wysyłali swoich ochotników.

Ekran podbija ciśnienie, a pies ciągnie w drugą stronę

Mój dzień wygląda jak u większości ludzi. Rano wiadomości, w południe powiadomienia, wieczorem przewijanie krótkich filmów, które ktoś dobrał tak, żebym przypadkiem nie odłożył telefonu. Odpoczynek przed ekranem to często tylko zamiana jednego rodzaju zmęczenia na inny.

I wtedy zjawia się pies ze smyczą w pysku. Nie interesują go moje nierozczytane maile ani czyjeś wakacje na cudzym profilu. Interesuje go zapach pod krzakiem i wiewiórka trzy drzewa dalej. To on wyprowadza mnie z pętli bodźców, nie odwrotnie.

Las robi psu to samo, co robi mnie

Uważam, że nie doceniamy, jak bardzo spacer po lesie działa też na samego psa. My mówimy o wyciszeniu, o zieleni, o oddechu. Pies dostaje coś jeszcze bardziej podstawowego: wachlarz zapachów, po których jego mózg pracuje na najwyższych obrotach w najlepszym możliwym sensie.

Węszenie jest dla psa formą myślenia. Kilkanaście minut spokojnego obwąchiwania ściółki potrafi zmęczyć go bardziej niż godzina biegania po wybetonowanym osiedlu. To dlatego po prawdziwym leśnym spacerze wraca do domu i zasypia jak kamień, a nie krąży nerwowo po mieszkaniu.

Zauważyłem, że najgorsze są nasze wspólne spacery odbywane z telefonem w dłoni. Idę, przewijam, pociągam smycz, pies co chwilę dostaje szarpnięcie w połowie zapachu. Wtedy żaden z nas nie odpoczywa. Dopiero gdy chowam telefon do kieszeni, oboje zaczynamy być naprawdę na tym spacerze.

Nie chodzi o kroki, chodzi o tempo psa

Długo myślałem, że dobry spacer to taki, na którym robię dużo kroków. Zmieniłem zdanie. Najlepszy spacer to ten, na którym pozwalam psu ustalać tempo i pozwalam mu wąchać, ile chce, nawet jeśli stoimy trzy minuty przy jednym słupku.

To brzmi banalnie, ale wymaga ode mnie realnej zmiany nawyku. Muszę zwolnić, muszę przestać traktować spacer jak zadanie do odhaczenia między obowiązkami. Pies uczy mnie tego skuteczniej niż jakakolwiek aplikacja do medytacji, którą i tak porzuciłem po tygodniu.

Badanie, które mnie tu przyprowadziło, mówiło o ludziach patrzących na las po stresującym bodźcu. Ja mam wersję rozszerzoną: las plus istota, która nie potrafi udawać, że jest zestresowana ani zrelaksowana. Pies jest w tym całkowicie szczery, więc kiedy on się wyluzowuje, ja widzę to natychmiast i mimowolnie robię to samo.

Co z tego wynika dla nas obu

Nie twierdzę, że spacer po lesie zastąpi wizytę u weterynarza, gdy pies jest nadpobudliwy, apatyczny albo coś w jego zachowaniu wyraźnie się zmieniło. Jeśli mam wątpliwości co do jego zdrowia czy psychiki, idę do specjalisty, a nie do zagajnika. Zieleń nie leczy chorób.

Ale w codziennej, zwyczajnej dawce stresu, którą serwuje mi ekran, zielony spacer z psem jest najtańszym i najuczciwszym narzędziem, jakie znam. Nie wymaga subskrypcji, nie zbiera moich danych i nie kończy się reklamą.

Coraz częściej myślę, że to nie ja wyprowadzam psa, tylko pies wyprowadza mnie z mojej głowy. I szczerze – jestem mu za to wdzięczny.

Mapa serwisu Cała psia wiedza w jednym miejscu.