Polska w top 3 UE pod względem utonięć - a ja przekonałem się, że mój pies uratował mnie z wody szybciej niż jakikolwiek ratownik
Latem giną głównie mężczyźni, często przeceniający swoje siły. A pies nad wodą? Nie panikuje, ale też nie jest kamizelką ratunkową. Sprawdzam, co naprawdę potrafi mój czworonóg i gdzie kończą się jego możliwości.
Jeśli szukasz krótkiej odpowiedzi: pies nie zastąpi ratownika ani kamizelki. Nawet rasy uwielbiające wodę męczą się szybciej, niż myślimy, a próba „ratowania” tonącego człowieka może skończyć się tragedią dla obu stron. Nad wodą to my pilnujemy psa, nie odwrotnie.
Piszę to, bo dane robią wrażenie. W 2022 roku Polska znalazła się w pierwszej trójce krajów Unii Europejskiej pod względem liczby zgonów z powodu utonięcia. Tylko w czerwcu 2026 utonęło u nas 67 osób, a statystyki od lat wskazują to samo – najczęściej giną mężczyźni.
Dlaczego to mnie dotyczy jako właściciela psa
Bo scenariusz zwykle wygląda podobnie. Wchodzimy do wody z psem, przeceniamy siły, dodajemy do tego alkohol albo brawurę – i nagle to my jesteśmy problemem, a nie nasz labrador. A wtedy pies często rzuca się za nami. Kochający, lojalny, kompletnie nieprzygotowany.
Widziałem, jak mój pies płynie do mnie, gdy krzyknąłem z zabawy. Wzruszające? Owszem. Ale zwierzę, które próbuje wciągnąć tonącego człowieka, samo tonie razem z nim. Pazury, panika, ciężar – to przepis na dwie ofiary zamiast jednej.
Dlatego zmieniłem myślenie. Przestałem traktować psa jak asystenta nad wodą, a zacząłem jak kogoś, kogo sam mam chronić. To ja odpowiadam za jego bezpieczeństwo, nie odwrotnie.
Co naprawdę robię nad wodą
Nie wypuszczam psa do rzeki z silnym nurtem – prąd znosi zwierzę tak samo jak człowieka. Na łódce zakładam mu kamizelkę asekuracyjną, bo pies zmęczony walką z falą tonie w ciszy, bez dramatycznego chlapania.
Pilnuję też temperatury. Zimna woda potrafi wywołać szok termiczny, a psy z krótkim pyskiem i tak mają trudniej z oddychaniem przy wysiłku. Jeśli pies nałyka się wody, zwłaszcza słonej, i zaczyna wymiotować albo słabnie – jadę do weterynarza, nie czekam do rana.
I najważniejsze: nie robię z kąpieli konkursu odwagi. Statystyki mówią jasno, że najczęściej giną ci, którzy uważali, że im nic nie grozi.
Mój pies nie jest ratownikiem. Jest powodem, żebym sam był ostrożniejszy – i chyba właśnie w tym uratował mnie najbardziej.


