Kolejna puma pod Głogowem przekonała mnie, że mój pies bardziej boi się sąsiada niż dzikiego kota
Media grzeją temat wielkiego kota z Dolnego Śląska, a ja patrzę na to z innej strony – i widzę, gdzie naprawdę czyha ryzyko dla psa na spacerze.
Znów kot wielkości pumy na nagraniu, tym razem spod Głogowa. Samorządowcy i leśnicy wydali ostrzeżenia, a ja czytam kolejne komentarze o „pladze niebezpiecznych drapieżników” i mam ochotę zapytać: naprawdę tego się boimy?
Uważam, że emocje idą nie tam, gdzie trzeba. Domniemana puma to sensacja, ale statystycznie mojego psa na spacerze zagraża coś dużo bardziej prozaicznego.
Realne ryzyko chodzi na czterech łapach obok
Największym niebezpieczeństwem dla psa jest inny pies – niekontrolowany, bez smyczy, wypuszczony „bo mój nic nie robi”. Do tego samochody, przynęty z trutką i kleszcze. Egzotyczny drapieżnik nie trafi na naszą listę zmartwień nawet w najczarniejszym scenariuszu.
Nie bagatelizuję sprawy spod Głogowa. Jeśli ktoś trzyma nielegalnie dużego kota i on ucieka, to problem realny i groźny. Ale to problem hodowli i przepisów, nie mojego spaceru w miejskim parku.
Co robię zamiast panikować? Trzymam psa na smyczy tam, gdzie tego wymaga rozsądek, sprawdzam sierść po powrocie i reaguję na obce psy, zanim podbiegną. Jeśli pies zostanie zaatakowany albo pogryziony – jadę do weterynarza, nie zwlekam.
Puma na filmie to świetny materiał na wieczorne przerażenie. Mój sąsiad z rozpiętym pyskatym psem bez kagańca jest po prostu bliżej.


