Gołębie z nadajnikami przekonały mnie, że miejskie zwierzęta to nie brudni intruzi, tylko czujnik zdrowia całego miasta
W Antwerpii gołębie dostały maleńkie nadajniki, żeby prześledzić, jak w mieście rozchodzą się choroby. A ja myślę o tym, jak niesprawiedliwie traktujemy zwierzęta, które dzielą z nami chodnik.
W Antwerpii naukowcy wyposażyli gołębie w nadajniki, żeby zbadać, jak w mieście szerzą się choroby. Brzmi jak ciekawostka, a dla mnie to zdanie wywraca do góry nogami sposób, w jaki patrzymy na miejskie zwierzęta.
Latający szczur, czyli krzywda, którą wyrządziliśmy jednemu gatunkowi
Gołąb dorobił się w naszej głowie najgorszej marki, jaką może mieć zwierzę. Latający szczur, roznosiciel brudu, coś, co brudzi parapet i pomniki. Uważam, że to jedna z najbardziej niesprawiedliwych etykiet, jakie przykleiliśmy jakiemukolwiek stworzeniu.
Bo przecież to my zaprosiliśmy gołębie do miasta. Skalne przodkowie tych ptaków gnieździli się na klifach, a nasze betonowe fasady i gzymsy okazały się idealnym zamiennikiem. Wypełniły niszę, którą sami stworzyliśmy, a potem obwiniliśmy je za to, że w niej mieszkają.
Nadajnik zamiast wyzwiska
Belgijski projekt podchodzi do sprawy zupełnie inaczej. Zamiast pytać, jak pozbyć się gołębi, badacze pytają, czego gołębie mogą nas nauczyć. Ptak, który codziennie przemierza ten sam kwartał ulic, staje się żywym czujnikiem tego, co dzieje się w mieście.
To zmiana perspektywy, która mnie porusza. Zwierzę przestaje być problemem do usunięcia, a staje się partnerem w rozumieniu naszego wspólnego środowiska. Miasto to nie tylko ludzie i ich budynki, ale też cały ekosystem, który oddycha razem z nami.
I tu wchodzi wątek, który jako miłośnik psów mam zawsze z tyłu głowy. Zdrowie zwierząt i zdrowie ludzi to naczynia połączone. Fachowcy mówią o tym w kategoriach jednego zdrowia, gdzie los człowieka, psa, kota i dzikiego ptaka splata się w jedną sieć zależności.
Mój pies mija dziesiątki gołębi dziennie
Kiedy wychodzę z psem na spacer, mijamy dziesiątki tych ptaków. Pies czasem próbuje je gonić, one zrywają się leniwie, bo doskonale wiedzą, że smycz nie sięga tak daleko. Ta codzienna scenka to w gruncie rzeczy spotkanie dwóch gatunków, które od stuleci żyją obok człowieka.
Zastanawia mnie, dlaczego jednego z tych zwierząt uwielbiamy, a drugie tolerujemy z obrzydzeniem. Psa głaszczemy, gołębia przeganiamy. A przecież oba przystosowały się do życia z nami, oba są mistrzami odczytywania ludzkich zachowań.
Warto tu dodać praktyczną uwagę. Jeśli nasz pies ma zwyczaj zjadania czegokolwiek z chodnika, w tym resztek po ptakach czy samych piór, lepiej mieć to na oku i w razie wątpliwości skonsultować się z weterynarzem. Nie chodzi o panikę, tylko o zdrowy rozsądek w mieście, gdzie dzikie i domowe zwierzęta dzielą tę samą przestrzeń.
Co ta historia mówi o nas
Projekt z Antwerpii przekonuje mnie, że dojrzałość społeczeństwa mierzy się także tym, jak traktujemy zwierzęta, których nie wybraliśmy na pupili. Gołąb nie jest uroczy w naszym rozumieniu uroku, nie merda ogonem, nie przynosi patyka. A jednak zasługuje na to, żeby patrzeć na niego z ciekawością zamiast z pogardą.
Podoba mi się myśl, że zamiast walczyć ze zwierzętami miasta, można je zaprosić do współpracy. Że ptak z maleńkim nadajnikiem staje się kimś w rodzaju wolontariusza nauki, choć oczywiście nie ma o tym pojęcia.
Następnym razem, gdy stado poderwie się z placu pod moimi nogami, nie pomyślę latający szczur. Pomyślę, że przede mną frunie kawałek żywej mapy miasta. I że najwięcej o naszej empatii mówi to, jak traktujemy stworzenia, których nie musimy kochać.


