Foka na Śląsku przekonała mnie, że mój pies wcale nie jest największym podróżnikiem w rodzinie
Foka przepłynęła Odrą 600 km od Bałtyku aż na Śląsk. Patrzę na to i myślę o tym, jak łatwo my sami przekreślamy podróżniczy instynkt zwierząt – także tych na własnej kanapie.
W okolicach Smolnego w gminie Jemielno ktoś zauważył fokę pływającą w Odrze. To jakieś 600 kilometrów od Bałtyku, a więc głęboko w środku lądu, na Śląsku.
Prawdopodobnie ten sam osobnik pokazał się też koło Malczyc i Wałów Śląskich pod Brzegiem Dolnym. Naukowcy uspokajają: to zjawisko rzadkie, ale w gruncie rzeczy normalne. Podobną eskapadę na Odrze obserwowano już w 2016 roku.
Instynkt, którego nie doceniam
Patrzę na to i myślę o własnym psie. Marudzę, gdy ciągnie na dłuższą trasę, skracam spacer, bo pada. A przecież w nim siedzi dokładnie ten sam instynkt eksploracji, który pchnął fokę setki kilometrów w górę rzeki.
Zwierzęta potrafią pokonywać absurdalne z naszej perspektywy dystanse – za jedzeniem, za ciekawością, za czymś, czego do końca nie rozumiemy. My tymczasem zamykamy je w rytmie „szybki spacer przed pracą”.
Foka w Odrze nie zabłądziła. Ona po prostu poszła sprawdzić, co jest dalej. I to jest dla mnie najlepsze przypomnienie, żeby następnym razem puścić psa tam, gdzie sam chce iść.
Może nasze zwierzęta nie są tak przywiązane do kanapy, jak nam wygodnie myśleć. Może to my je do niej przywiązaliśmy.


