Bizon nie zaatakował bez ostrzeżenia - i to samo mówię o każdym psie, którego chcesz pogłaskać
Dramatyczny atak bizona na turystę utwierdził mnie w przekonaniu, że zwierzęta prawie zawsze ostrzegają. Problem w tym, że nie umiemy czytać ich sygnałów – także u własnego psa.
Przeczytałem o 65-latku, którego bizon wyrzucił w powietrze na wysokość około 2,5 metra. W nagłówkach powtarza się fraza „bez ostrzeżenia”. I właśnie ta fraza nie daje mi spokoju.
Uważam, że zwierzęta prawie nigdy nie atakują bez ostrzeżenia. Ostrzegają – tylko my nie umiemy albo nie chcemy tego czytać. A bizon, jak każde dzikie zwierzę, wysyła mnóstwo sygnałów, zanim przejdzie do czynu.
Nie „nagle”, tylko „nie zauważyłem”
Turysta, który zbliża się do bizona po idealne zdjęcie, ignoruje całą gramatykę ciała zwierzęcia. Uniesiony ogon, tupanie, opuszczona głowa – to nie jest cisza przed burzą. To sama burza, tyle że wyrażona w języku, którego nie znamy.
I tu zaczyna się rzecz, która dotyczy mnie i ciebie na co dzień znacznie bardziej niż amerykańskie parki. Dokładnie ten sam błąd popełniamy przy psach. Tyle że skutki bywają mniej spektakularne, więc łatwiej je zbagatelizować.
Sąsiad wyciąga rękę do obcego psa „bo lubię zwierzaki”. Dziecko przytula psa za szyję. Ktoś głaszcze śpiącego czworonoga. A potem słyszę zdanie: „ugryzł znienacka, bez powodu”.
Pies mówi całym ciałem – trzeba tylko patrzeć
Nie ma czegoś takiego jak ugryzienie bez powodu. Jest sekwencja sygnałów, którą przegapiamy. Oblizywanie nosa, ziewanie w napięciu, odwracanie głowy, tak zwane oko wieloryba, gdy widać białka. Sztywnienie sylwetki, zamieranie w bezruchu. Warczenie jest już na końcu tej listy, nie na początku.
Przekonałem się, że warczenie to nie „złe zachowanie”, które trzeba karać. To najuczciwsza informacja, jaką pies może nam dać. Jeśli za warczenie karzemy, uczymy zwierzę, że ostrzeganie się nie opłaca – i wtedy naprawdę zaczyna gryźć „bez ostrzeżenia”.
Bizon i pies dzielą tę samą prawdę: komunikat był, tylko odbiorca zawiódł. Różnica jest taka, że dzikiego zwierzęcia mam nie dotykać w ogóle, a psa – obserwować z pokorą.
Jeśli twój pies nagle zaczyna warczeć, sztywnieć albo unikać kontaktu w sytuacjach, które wcześniej znosił spokojnie, nie zakładaj, że „tak ma”. Zmiana zachowania bywa sygnałem bólu, więc wizyta u weterynarza to pierwszy, nie ostatni krok.
Ten bizon niczego nie zrobił znienacka. My po prostu ciągle wierzymy, że skoro nie rozumiemy języka zwierzęcia, to zwierzę milczy.


